Najwyższą wieżę buduje absolwent UWM

Andrzej Brzeziński
Kim jest najwyżej postawiony budowlaniec w Polsce? To Andrzej Brzeziński - absolwent budownictwa Akademii Rolniczo-Technicznej w Olsztynie. Od 5 lat kieruje budową najwyższego budynku w całej Unii Europejskiej. W lutym tego roku wieża osiągnęła już 310 m wysokości i zdetronizowała Pałac Kultury i Nauki w Warszawie jako najwyższy budynek nie tylko w Polsce, ale w całej Unii Europejskiej.

Andrzej Brzeziński jest kierownikiem budowy Varso Tower. To olbrzymi biurowiec w samym centrum Warszawy, przy ul. Chmielnej, który zostanie oddany do użytku za rok. Jest absolwentem (1999 r.) budownictwa Akademii Rolniczo-Technicznej w Olsztynie, poprzedniczki UWM. Jego wspinaczka na najwyższy budynek EU nie była długa. A jak się zaczęła?

Zaczęła się w Raciążu, z którego pochodzi. To niewielkie miasteczko położone niedaleko Płońska. W Raciążu z kolegami założył zespół rockowy „Epidemia”. Grał w nim na perkusji. Grali dobrze, więc szybko zostali zauważeni, między innymi przez Radio Olsztyn, z którego dziennikarzami muzycznymi się zaprzyjaźnili.

- Kiedy kończyliśmy szkołę średnią i nadszedł czas wyboru studiów, właściwie kierunek mieliśmy już obrany – Olsztyn, ze względu na radio. Liczyliśmy na to, że kręcąc się przy nim łatwiej nam będzie się wybić. Część kolegów z zespołu wybrała Wyższą Szkołę Pedagogiczną, a ja - budownictwo na ART. Dlaczego budownictwo? Bo oprócz grania, od dziecka, zawsze lubiłem majsterkować.

Budownictwo mnie wciągnęło. Studia dały mi dużo, ale dzisiaj widzę, że mogłem je jeszcze bardziej wykorzystać, gdybym nie grał. Braki nadrobiłem w trakcie pracy. Właściwie cały czas się uczę. Szperam w książkach i Internecie, bo w mojej branży dużo się dzieje – wspomina Andrzej.

Kiedy studia dobiegły końca, „Epidemia” się rozpadła. Andrzej wybrał budownictwo, a część kolegów - muzykę. Jeden trafił do „Maanamu”, drugi do – „Babsztyla”, trzeci - do „Huntera”.

Studia wspomina bardzo dobrze.

- Mieszkałem chyba we wszystkich akademikach. W wolnym czasie chodziliśmy do lasu na drugi brzeg Jeziora Kortowskiego i tam paliliśmy ogniska. Od skończenia studiów nie byłem jednak w Kortowie, ale bardzo jestem ciekawy, jak teraz ono wygląda – opowiada dalej.

Po studiach Andrzejowi trafił się roczny staż w Wielkiej Brytanii. Po powrocie do Polski znalazł pracę w olsztyńskiej „Przemysłówce”, która wtedy modernizowała i rozbudowywała olsztyńską oczyszczalnię ścieków „ Łyna”. Potem z Olsztyna los na 2 lata rzucił go na południe Hiszpanii do Malagi.

- Byłem szefem budowy (Jefe de obra) w firmie Ferrovial (jedna z największych firm budowanych w Hiszpanii). Wznosiliśmy osiedle ekskluzywnych domów jednorodzinnych z basenami. Zadanie było trudne, bo domy trzeba było postawić na zboczu skalistego wzgórza. W tym celu należało najpierw wydrążyć w skale półkę, na której można było posadowić budynki - kontynuuje.

Po powrocie z Hiszpanii Andrzej zatrzymał się w Warszawie, bo tam znalazł pracę we francuskiej firmie Eiffage. To jedna z 10 największych europejskich grup budowlanych i operatorów koncesji. Jej najbardziej rozpoznawalne budowle to opera w Sydney, szklana piramida Luwru oraz najwyższy w Europie wiadukt w Millau we Francji. Został tam kierownikiem budowy, realizując w latach 2008-2012 osiedla w różnych punktach Warszawy – w sumie ponad 1000 mieszkań.

W 2012 roku zmienił pracę i przeniósł się do firmy HB Reavis. To spółka developerska założona w 1993 r. w Bratysławie, aktywna głównie w Polsce, na Słowacji, a także w Wielkiej Brytanii, Czechach i Węgrzech. Zajmuje się projektowaniem oraz budową nowych obiektów jak i zarządzaniem istniejącymi. Głównym przedmiotem działalności deweloperskiej firmy jest sektor dużych budynków biurowych.

- Kiedy się przenosiłem do nowej firmy – trochę się obawiałem, bo w Eiffage wszystko było poukładane jak w pudełku, a HB Reavis dopiero stawiał pierwsze kroki na rynku polskim. Teraz HB Reavis to jeden z największych deweloperów w Europie, swojej decyzji nie żałuję – dodaje Andrzej.

- Na dzień dobry zaproponowano mi kierownictwo budowy Gdański Business Center. Obecnie prowadzę projekt budowy kompleksu Varso. Nie obawiałem się wyzwania, ale czułem przed nim respekt, bo to poważny projekt pod każdym względem. Pod względem rozmiarów, bo to budowa 3 dużych budynków równocześnie: Varso 1 o wysokości 82 m, Varso 2 o wysokości 89 m oraz Varso Tower. Pod względem technicznym, bo przy budowie tak wysokiego budynku zachodzą zjawiska fizyczne na budowie niskich obiektów nie zawsze spotykane. W wysokościowcach typu Varso Tower należy już uwzględniać odkształcenia konstrukcji związane ze zjawiskiem pełzania. W wielkim skrócie chodzi o to, że musieliśmy wykonywać ściany i słupy odpowiednio wyższe niż ich docelowa wysokość, żeby na koniec po kilku latach oddziaływania obciążeń osiągnęły one wartości projektowane. Ponadto należy brać pod uwagę chwilowe odkształcenia budynku ze względu na rozszerzalność cieplną żelbetu. Zdarzały się okresy, że powodu dużych różnic temperatury konstrukcja budynku skracała się lub wydłużała o kilkanaście milimetrów. Geodeci wyznaczając rzędne poszczególnych poziomów mieli wtedy trudne zadanie. Varso Tower pod wpływem wiatru może się odchylić od pionu nawet 25 cm, natomiast szczyt stalowego masztu, który jest częścią budynku i ma 80 m wysokości, aż ponad 2 m od pionu. Na tak dużych wysokościach panują zupełnie inne warunki pogodowe niż na poziomie terenu. Prędkość wiatru, często przekraczająca kilkakrotnie tę na poziomie terenu, czasem zmusza nas do przestojów. Dwa razy dziennie otrzymujemy od IMGW z lotniska prognozę pogody, przeznaczoną tylko dla naszej lokalizacji na wysokości 250 m nad ziemią. To wszystko jednak są rzeczy do przewidzenia i policzenia - zapewnia Andrzej. Najtrudniejsza do zarządzania jest tak naprawdę logistyka – podkreśla.

Na budowie wieży Varso w szczytowych okresach zatrudnienia pracowało nawet 1500 ludzi. Na placu budowy, w centrum dużego miasta nie ma niestety miejsca na zaplecze socjalne dla takiej liczby osób. Jak sobie zatem kierownik poradził z zapewnieniem pracownikom odpowiednich warunków?

Na stalowych słupach pogrążonych prawie 30 m w głąb ziemi wykonał na gruncie (na poziomie terenu) żelbetową płytę - strop, która docelowo stała się poziomem jednego z budynków. Na niej właśnie umieścił zaplecze socjalne oraz biura dla inżynierów. Pod wykonanym, z prawie 200 kontenerów zapleczem socjalno-biurowym, posadowionym na stropie opartym na stalowych, tymczasowych słupach utwierdzonych w baretach fundamentowych, prowadził przez kilka miesięcy prace ziemne (wykop) pod jeden z budynków. Spód wykopu sięga w najgłębszych miejscach 25 m poniżej poziomu terenu.

Nie to jednak, jak wspomina Andrzej Brzeziński, było największą trudnością. Zanim bowiem zaczęto budować wieżę należało wybudować ogromny zbiornik na ścieki, o średnicy 15 m, dla Dworca Centralnego, bo dotychczasowy znajdował się na miejscu przeznaczonym dla Varso Tower. Po wybudowaniu tego zbiornika budowlańcy przekierowali ścieki do nowego, a potem stary rozebrali. Szczytem inżynierskiej finezji był jednak wykop o głębokości 15 m w bezpośrednim sąsiedztwie torów kolejowych. Krawędź wykopu znajdowała się 4 m od torów, którymi pociągi dojeżdżają do Dworca Warszawa Centralna. W trakcie głębienia wykopu oraz ściany szczelinowej, jak i przez cały okres budowy tory kolejowe oraz mur oporowy tunelu średnicowego objęte były ciągłym monitoringiem geodezyjnym pod nadzorem PKP. Dlaczego? Bo przemieszczenia torów nie mogły przekroczyć 11mm.

Kolejnym wyzwaniem, a właściwie zwieńczeniem kilkuletniego planowania i pracy był montaż stalowego masztu o wysokości 80 m na dachu budynku znajdującego się prawie ćwierć kilometra nad ziemią.

- Początkowo (na etapie planowania budowy) rozważaliśmy jego montaż z użyciem helikoptera. Helikopter jednak może zabrać ciężar do ok. 3 ton. Musiałby więc wykonać 30 nalotów. Każdy wiązałby się z uzyskaniem pozwolenia i zamknięciem dla bezpieczeństwa ruchu na ulicach pod trasą jego lotu. To byłby koszmar dla wszystkich warszawiaków – zamykać ruch w samym centrum stolicy. Finalnie zdecydowaliśmy wykorzystać do tego celu, nietypowy w Polsce, żuraw wieżowy z tzw. wychylnym wysięgnikiem. Jest to największa jednostka wykorzystana do tej pory w Polsce na budowie obiektu kubaturowego.

W sobotę wieczorem 20 lutego b.r. będąc w maksymalnie możliwej fazie wypiętrzenia ponad budynkiem (ponad 40 m) i prawie przy maksymalnym wychyleniu 55 metrowego wysięgnika w górę, żuraw podał w górę ostatni element masztu, ważący prawie 8 ton. Jak wcześniej wspomniałem było to dla mnie symboliczne zwieńczenie pewnego okresu w mojej pracy zawodowej. Nie osiągnąłbym jednak tego sam, gdyby nie zgrany  i zaangażowany zespół - przyznaje Andrzej.

- Dlatego właśnie uważam, że samo budowanie to nie jest największa trudność przy takich projektach. Podstaw budownictwa nauczyłem się na studiach i w czasie wieloletniej praktyki. Najważniejsza jest perfekcyjna znajomość projektu, a najtrudniejsze jest dokładne zaplanowanie wszystkich szczegółów, zarządzanie logistyką i ludźmi – wyjawia Andrzej.  Budować Varso Tower będzie jeszcze rok.

Andrzej Brzeziński w Kortowie zdobył nie tylko wykształcenie, ale i żonę – Joannę absolwentkę Wydziału Nauki o Żywności, która ukończyła kierunek zarządzania Jakością w bezpieczeństwie żywności już na UWM. Joanna karierę zawodową po studiach zaczynała w Zakładzie Przetwórstwa Spożywczego „Zbigniew Dąbkowski” w Olsztynie, a obecnie jest członkiem zarządu i dyrektorem ds. jakości w firmie SCM, której partnerem jest AmRest Holdings SE, prowadzącej w Europie Środkowo-Wschodniej w 26 krajach  sieć ponad 2000 restauracji, liderów w swoich kategoriach takich, jak KFC, Pizza Hut, Burger King i Starbucks. Brzezińscy mają dwóch synów 15-letniego Antoniego i 13-letniego Adama. Andrzej często zabiera rodzinę na budowę, bo widok stamtąd jest oszołamiający. Woli jednak, aby synowie znaleźli sobie w życiu fach spokojniejszy niż ma ojciec.

A co robi w wolnych chwilach?

– Gram. Mam w domu perkusję, kilka gitar, „piece” i domowe studio nagrań. Gram i nagrywam dla żony i dla siebie, bo to mnie uspokaja – kończy swą opowieść.

Lech Kryszałowicz, fot. Andrzej Brzeziński